Dlaczego Filipiny stały się dla mnie nauczycielem?

Dlaczego Filipiny stały się dla mnie nauczycielem?


Dlaczego Filipiny stały się dla mnie nauczycielem?


 

Podróżuję po Azji od 2011 roku. Przez te lata odwiedziłem większość krajów tego kontynentu. Szukałem inspiracji, nowych doświadczeń, nowych kultur. Szukałem też trochę siebie.

Azja od początku mnie fascynowała. Intensywnością, kontrastami, życiem, które toczy się tu inaczej niż w Europie. Przez długi czas podróżowanie było dla mnie odkrywaniem świata. Chciałem zobaczyć jak najwięcej miejsc, wysp, ludzi. Chciałem doświadczać, kolekcjonować historie i przeżywać kolejne kulturowe zderzenia.

Dzisiaj, po prawie piętnastu latach, zaczynam rozumieć coś zupełnie innego. Ten spokój i mądrość, których czasem szukamy gdzieś daleko, tak naprawdę można znaleźć tylko w sobie. Miejsca mogą nas jedynie do tego zainspirować.

Powrót po latach

Na Filipiny wróciłem po ponad dekadzie. Przyjechałem tu z pewną tęsknotą. Z obrazem miejsca, w którym kiedyś było mi bardzo dobrze.

Ale wróciłem tu z zupełnie innego miejsca w życiu. Będąc tu po raz pierwszy, nie byłem jeszcze ojcem. Nie byłem mężem. Byłem w innym etapie życia, z inną energią i innymi pytaniami.

Teraz przyjechałem tu ponownie — i od pierwszych dni czuję, że coś mnie w tym miejscu bardzo porusza.

Energia ludzi

To, co najbardziej mnie tu uderza, to energia ludzi. Ich twarze są rozluźnione, dużo się uśmiechają, śpiewają. Rozmawiają ze sobą.

Na Filipinach bardzo łatwo nawiązać kontakt, bo wielu ludzi świetnie mówi po angielsku. Dzięki temu można naprawdę usiąść i porozmawiać. I z tych rozmów bardzo często wyłania się jedna rzecz.

Ludzie się tutaj nie spieszą. Szczególnie na małych wyspach.

Mała wyspa - inny rytm

Od dwóch tygodni jestem z moją żoną Annayą na małej wyspie Camiguin. Tutaj rytm życia wyznacza natura. Jeśli pada deszcz — pada deszcz. Jeśli jest bardzo gorąco — wszystko zwalnia. Jeśli przychodzi wieczór — ludzie po prostu siedzą, rozmawiają i śmieją się. Nie ma ciągłego poczucia, że trzeba gdzieś zdążyć.

I właśnie w tym miejscu zaczynam coraz mocniej konfrontować się z samym sobą. Z własnym pośpiechem. Z napięciem, które w sobie noszę. Z przekonaniem, że cały czas coś powinienem.

Rzeczy, które mnie demaskują

Są tutaj dwie rzeczy, które szczególnie mocno pokazują mi moje własne napięcia. Cukier, telefon komórkowy - social media. Kiedy ich używam — czuję w sobie niepokój, rozdrażnienie i chaos. Kiedy je odstawiam — zaczynam się synchronizować z tym miejscem.

Nagle wszystko się uspokaja.

Oddech się pogłębia. Myśli zwalniają. Ciało mięknie.

Synchronizacja

Czasem wystarczy, że zatrzymam się na chwilę.

Patrzę na nurt wody. Na poruszające się liście palm. Na chmury przesuwające się nad górami. Patrzę ludziom w oczy. I widzę coś, co w Europie spotykam coraz rzadziej — prawdziwe rozluźnienie.

W Europie trudno to dostrzec, bo tam podobne napięcie jest normą — szczególnie w Polsce. Wtedy biorę głęboki oddech i próbuję zsynchronizować się z energią tego miejsca.

Przypomnienie

Filipiny są dla mnie trochę jak podróż w czasie. Muzyka z lat 80. i 90. Koszykówka puszczana na starych telewizorach. Oldschoolowy hip-hop, który leci z małych głośników.

To wszystko ma w sobie prostotę, która mnie wzrusza. I przypomina mi coś bardzo ważnego.
Że życie wcale nie musi być tak skomplikowane, jak często je robimy.

Miejsce, które uczy

Są miejsca, które się zwiedza. I są miejsca, które zaczynają nas uczyć. Filipiny są dla mnie właśnie takim miejscem - pokazują mi, ile napięcia noszę w sobie i jak wiele z tego napięcia mogę po prostu odpuścić.

Uczą mnie spokoju, prostoty, bycia tu i teraz. I coraz częściej czuję, że moja kotwica w świecie powoli zaczyna kierować się właśnie w stronę Azji.

 Nie dlatego, że tutaj wszystko jest idealne - ale dlatego, że to miejsce bardzo wyraźnie przypomina mi, o co w życiu naprawdę chodzi.



Powrót do blogu