Jak podróż po Indiach zamieniła się w BAzję
Share
┄
Jak podróż po Indiach zamieniła się w BAzję
To historia o zmianie życia, odwadze i drodze, która zaczęła się bez planu.
W październiku 2022 roku jeszcze nie wiedzieliśmy, dokąd zmierzamy, ale czuliśmy bardzo wyraźnie, że dotychczasowy rozdział właśnie się domyka, a zaczyna się coś zupełnie nowego. Z jednej strony koniec — z drugiej ogromna potrzeba zmiany, podróży i życia bardziej w zgodzie ze sobą.
To wtedy zaczęła się historia, która dziś nosi nazwę BAzja.
Koniec starego etapu i potrzeba zmiany
Zamykaliśmy restaurację Ani po wielu latach prowadzenia. Covid, zmęczenie, wypalenie, a jednocześnie rosnąca potrzeba oddechu i zmiany stylu życia. Stabilność, schemat i znane ramy przestały dawać poczucie sensu.
Nie mieliśmy gotowego planu. Była za to potrzeba podróży, chęć wyjazdu do Azji i życia w drodze — choćby na chwilę. Trochę jak bociany lecące do ciepłych krajów, żeby przetrwać zimę i wrócić odmienionymi.
W tamtym czasie nie myśleliśmy o zaistnieniu w Internecie, marce osobistej czy budowaniu biznesu online. Technologia była gdzieś daleko. Zdjęcia robiliśmy „jak leci” — dziś żartujemy, że Nokią 3310. I to wiele mówi o tamtym etapie: byliśmy bardziej w doświadczeniu niż w ekranach.
Indie jako konfrontacja z wyobrażeniami
Ania od dawna chciała zobaczyć Indie — choć zupełnie ich nie znała. Jest osobą, która najlepiej czuje się w ciszy, spokojnych wioskach i zieleni. Duże miasta zawsze były dla niej wyzwaniem. A jednak pojawiła się potrzeba skonfrontowania wyobrażeń z rzeczywistością.
Wyruszyliśmy w październiku 2022 roku. Na początek intensywnie: Delhi, Varanasi, Kalkuta. Miasta głośne, przytłaczające, brutalne i piękne jednocześnie.
Po tygodniu silnych bodźców Ania poczuła potrzebę powrotu do domu. I wtedy zapadła decyzja, która wiele zmieniła.

Zmiana perspektywy – inna odsłona Indii
Skoro Indie mają tak wiele twarzy, postanowiliśmy zobaczyć kolejną. Wsiedliśmy w pociąg z Kalkuty do Darjeelingu — wielogodzinna podróż, bez klimatyzacji, z plecakiem pod głową i herbatą, która parzyła palce.
Potem był Sikkim, region przy granicy z Nepalem. Miesiąc ciszy, gór, klasztorów i prostoty. To tam Indie zaczęły oddychać inaczej — a my razem z nimi.
Rękodzieło, które pojawiło się „przy okazji”
Indie nie dają planu biznesowego. Dają impuls.
Na lokalnych targach i w centrum dla uchodźców tybetańskich zaczęliśmy trafiać na rzeczy, które nas zachwycały: tkaniny, faktury, kolory, ręce rzemieślników. Rozmowy bez wspólnego języka, ale z tym samym czuciem.
Rękodzieło przyszło „przy okazji”. Wełna, kolory, faktury. Czapki, szaliki, plecaki, rękawiczki, male, prosta etniczna biżuteria.
Kupiliśmy je bez strategii. Z ciekawości. Z fascynacji. Z zajawki. Z myślą, że po powrocie do Polski zrobimy kilka kameralnych spotkań podróżniczych.

Moment, w którym „coś kliknęło”
Po powrocie zrobiliśmy spotkania. I… sprzedaliśmy wszystko. Bardzo szybko.
Ludzie nie przychodzili tylko po ubrania czy dodatki. Przychodzili po historię, autentyczność, rozmowę, dotyk innej kultury.
To był moment, w którym coś zaskoczyło. Jeszcze bez nazwy. Bez marki, bez excela. Ale z bardzo wyraźnym sygnałem: to ma sens.
Cztery torby, czterdzieści godzin i totalna improwizacja
Wracając z Indii do Delhi jechaliśmy prawie 40 godzin dwoma pociągami, z czterema torbami ubrań. A potem był samolot i pełna improwizacja.
Założyliśmy wszystko na siebie — bluzy warstwami, szale jeden na drugim, biżuteria wszędzie, gdzie się dało. Dziś się z tego śmiejemy, bo ostatnio przewoziliśmy już 700 kilogramów. Ale wtedy były tylko cztery torby. Nasz zalążek.

BAzja jako kontynuacja drogi, nie tylko sklep
To właśnie tam zaczęła się historia, która z czasem przerodziła się w BAzję. Bez planu. Z potrzeby zmiany, podróży i życia bardziej po swojemu.
Dlatego ten sklep nie jest zwykłym sklepem z ubraniami. To kontynuacja drogi, która zaczęła się w Indiach — w pociągach, w małych wioskach, na targach i w rozmowach z ludźmi.

To dopiero początek tej opowieści
Ten tekst jest pierwszym z serii. Będziemy opowiadać dalej: o Azji, o pracy z rękodzielnikami, o błędach, nauce i zmianach.
Bo wierzymy, że ubrania niosą energię miejsc, ludzi i intencji, z których powstają. A jeśli jesteś tu z nami, to znaczy, że ta historia w jakiś sposób jest też dla Ciebie.